Napotkałem kiedyś kobietę z winnym gronem wielkości człowieka, i leżącego na peronie woja uzbrojonego w kawałki blachy i rury, a także niewielkie grupki koczujące na schodach, kruszące resztki tytoniu do metalowych pudełek. Widywałem ludzi zagubionych, śpiących całymi dniami w wagonach; ci byli najmniej interesujący, bo najczęściej spotykani. Widziałem wreszcie
Afrykańczyka w długim stroju i sportowych butach, poważnego mężczyznę z brodą imama, który wyjmował z koperty krótki list i sklejone ze sobą zdjęcia małego dziecka; rozdzielał te fotografie lekkim chuchnięciem jak archiwista sięgający po akt erekcyjny albo edykt królewski: dziecko leżało na swoim materacyku gdzieś daleko, na innym kontynencie, a on uśmiechał się do niego, zdjęty nagłą czułością, pełen dumy ojciec na wygnaniu, wracający właśnie po długiej szychcie na dalekie przedmieścia.
KWJP: Wojciech Nowicki, Cieśniny, 2019